Mobilne sauny ZTM czyli upał w komunikacji miejskiej

Lato w pełni, każdy kolejny dzień przynosi coraz wyższe temperatury, a do pracy dojeżdżać trzeba. Szczęśliwie od lat 90tych w samochodach pojawił się niecodzienny wynalazek, w który wyposażono ponad 86 % autobusów ZTM, a jest nim klimatyzacja. Takie pojazdy mają umieszczone na drzwiach specjalne naklejki “POJAZD KLIMATYZOWANY”.  Zgodnie z wytycznymi Zarządu Transportu Miejskiego temperatura wewnątrz pojazdu powinna utrzymywać się w granicach 18-25*C. W razie przekroczenia górnej granicy system chłodzący powinien automatycznie się załączyć. Mimo wszystko każdego dnia, kiedy temperatura na dworze przekracza wspomniane 25*C, pracownicy ZTM weryfikują na pętlach panującą temperaturę wewnątrz pojazdów. Rocznie przeprowadza się średnio 1400-2100 kontroli, gdzie nawet w 36% przypadkach wykryto uchybienia.  Przy taborze liczącym 1120 pojazdów sugeruje to, że każdy statystyczny pojazd został tylko dwukrotnie skontrolowany w całym okresie letnim. Dodatkowo od 2016 roku mamy działający System Zarządzania Pozycjami Pojazdów, który poza przekazywaniem na bieżąco do centrali współrzędnych geograficznych GPS pojazdu  potrafi także odczytywać informacje dotyczące systemu chłodzenia i panującej temperatury. Zatem dyspozytor na bieżąco otrzymuje alarmy o problemach, żeby pasażerowie nie musieli sygnalizować każdej usterki systemu chłodzenia przez formularz kontaktowy.

Brzmi nieźle. Tylko jak to możliwe, że po przekroczeniu drzwi z napisem “POJAZD KLIMATYZOWANY” pasażerowie zamiast odczuć przyjemny chłód ścierają się ze ścianą żaru ? Odpowiedź jest prosta:

Upał w autobusach stolicy ponad 30 stopniNiechlubny rekord to 33.6 stopnia Celsjusza. Taką saunę organizuje nam ZTM w swoich pojazdach. Poprosiliśmy sympatyków naszego portalu o wskazania numerów pojazdów, w których panują piekielne upały, oraz zmierzenie panującej w ich wnętrzu temperatur. W ten sposób wykluczyliśmy jednodniowe pojedyncze awarie, które zawsze mogą się zdarzyć. Ze zgromadzonych danych wyłania się pewien schemat działania:

  • W autobusach 186 509 518 po minięciu Centrum temperatura na kratkach nawiewu klimatyzacji rośnie, co sugeruje przełączenie w tryb wentylacji bez chłodzenia.
  • Pojazdy na ostatnich przystankach kursowania przeżywają istny powrót zimy. Czyżby związek z kontrolami na pętlach ?

Dodatkowo jeden z kierowców podzielił się w wiadomości prywatnej pewną ciekawą informacją.  Klimatyzacja działa dzięki czynnikowi chłodzącemu krążącemu w układzie zamkniętym pomiędzy parownikiem, skraplaczem i sprężarką. Tymczasem dyrektywa Unii Europejskiej ograniczającą emisję substancji przyczyniających się do powiększania dziury ozonowych objęła używany do tej pory w klimatyzacjach freon R-134a. W jego miejsce wprowadzano nowy czynnik HFO-1234yf, którego wskaźnik negatywnego wpływu na atmosferę jest ponad 350 razy mniejszy. Wielki sukces dla ekologów, wielki dramat dla portfela. Otóż nowy czynnik jest objęty patentem i cena względem poprzedniego około 10 razy wyższa. Skoro butla 5kg nowego czynnika kosztuje nawet 3,000zł (600zł/l), to dlaczego stary (mniej ekologiczny) miałby dalej kosztować 140zł/l ? Ceny zaczęły się wyrównywać się i bynajmniej nie na korzyść klienta. W samochodzie osobowym cały układ klimatyzacji mieści przeważnie 0,6 litra co daje wzrost z 84zł do 360zl w przypadku pełnego nabicia układu po rozszczelnieniu. W autobusach sprawa się komplikuje, gdyż potrzeba tam nawet 12kg czynnika i różnica w cenie nabicia klimy potrafi przerazić. Skok z 1680 zł na 7200 zł.  Polak potrafi i można przemycać czynnik z Ukrainy/Chin, albo stosować inne mniej popularne gazy… Tymczasem duży przewoźnik nie może sobie pozwolić na takie tricki, kiedy dokumentacja serwisowe jest audytowana. Mimo wszystko pozostają sposoby obejścia przez podziękowanie zbiornikowi pomocniczemu, przełączeniu w tryb pracy dla kierowcy oraz uzupełnienia do poziomu wystarczającego do załączenia sprężarki. W efekcie klima pokazuje maksymalne obroty, pomiar temperatury w kabinie kierowcy jest wzorowa, a pasażerowie niech mdleją w upale.  Oszczędność na czynniku i paliwie.

Nowe osiedla bez dróg czyli bolączka polskiego budownictwa deweloperskiego

Budowa osiedla Atal Marina dobiegła końca. Mieszkańcy ostatniego etapu odebrali już klucze, a pawilon sprzedaży zakończył pracę z dniem 20 lipca. Na wizualizacji dewelopera wokół budynków prezentował się piękny pas drogowy z szerokim chodnikiem i zatokami parkingowymi. W 2016 roku Zarząd Dzielnicy Białołęki z dumą informował o zawartej umowie z inwestorem rozpisując się o rozbudowie infrastruktury drogowej na Żeraniu. Zastanawiające było co prawda, że podjazdy były ulokowane tylko od wschodniej strony osiedla, tj. od ulicy Krzyżówki. Mimo wszystko padały zapewnienia, że ulica Łopianowa również przejdzie metamorfozę do końca budowy.  Budowa zatem dobiegła końca, a tuż za szlabanem czwartego etapu ulica Łopianowa dalej straszy. Straszy całą zachodnią stronę osiedla, gdy na jezdni z płyt betonowych  unoszą się w powietrze tumany kurzu za przejeżdżającymi pojazdami, a to wszystko pod samymi oknami mieszkańców nowego osiedla.
Ulica Łopianowa przy osiedlu Atal Marina

Obecnie z tej ulicy korzysta intensywnie ciężki sprzęt z budów Osiedla Morelowa, Osiedla Pod Dębami, Riviera Park. W szczególności mieszkańcy ostatniej inwestycji mają do pokonania długi dystans 460 metrów drogą pełną wybojów, gdzie nietrudno urwać tłumik w samochodzie. Wszystko wskazuje na to, że w tej całej historii od początku kryło się pewne niedopowiedzenie. Deweloper ATAL S.A. miał przygotować  koncepcję architektoniczną, natomiast realizacja budowy ulicy leży już po stronie miasta. Przy ogromnych potrzebach Białołęki, gdzie stawiano osiedla w środku pola, ekskluzywna  ulica Łopianowa będzie musiała sporo się naczekać w kolejce. Jeszcze nie jeden amortyzator lub tłumik się o tym przekona.

Podobnie sprawy stoją na pozostałych inwestycjach w okolicy. Osiedle Riviera Park również nie doczekało się obiecywanej drogi od strony Krzyżówki i wyjazd asfaltowy ucina się na równi z krawędzią Łopianowej.  Ruszyła też budowa ronda niezgody i nasuwa się pytanie czy tu również będziemy świadkami podobnych zabiegów architektonicznych, gdzie rondo pozostanie jedynie w fazie koncepcji i wizualizacji, a w praktyce wyjazd z osiedla skończy się równo z obecną ulicą Jana Kowalczyka.

Ruszyła budowa ronda niezgody

To już zwyczaj na Żeraniu, że każda nowa budowa rozpoczyna się od wycinki drzew. Czasami zgodnej z prawem i nowymi nasadzeniami, czasami przypadkowej jak w Atal Marina. Dzisiaj mieszkańców z samego rana zbudził odgłos piły łańcuchowej. Pod topór poszły drzewa w obrębie skrzyżowania ulic Kowalczyka i Łopianowej. Prace są związane z przygotowaniem terenu pod budowę ronda, które pozwoli przyłączyć nowe osiedle Port Żerań Dom Developmentu do drogi publicznej. Dokładany plan nowego skrzyżowania z wizualizacją publikowaliśmy tutaj. Choć według miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego miało to być skrzyżowanie, powstanie rondo do którego przylgnęła nazwa “ronda niezgody”. Ronda niezgody, ponieważ już teraz w godzinach szczytu nasza ulica się mocno korkuje, to po dojściu kolejnych 361 mieszkań i pasażu handlowego “Centrum Modlińska” wszystko stanie. Proces konsultacji społecznych i transparentność osób reprezentujących dewelopera była poruszana nawet w mediach na łamach TVN Warszawa. Zbiegiem okoliczności operacja rozpoczęła się świeżo po dniu otwartym i rozpoczęciu sprzedaży kolejnego etapu inwestycji. Przyszli klienci mogli jeszcze docenić unikalność osiedla zlokalizowanego bezpośrednio nad wodą wśród licznych terenów zielonych. Klienci już buntują się do windowanych coraz wyżej cen mieszkań w Warszawie, o czym pisze ostatnio Gazeta Wyborcza, to sztuczki z wizualizacjami ociekającymi w zieleń też przestają robić wrażenie na klientach.

wycinka drzew pod rondo osiedla Port Żerań na Białołęce przy Kowalczyka

Więcej zdjęć na grupie Ocalmy teren nad Kanałem Żerańskim.

Budowlańcy 1 : 0 Zieleń Warszawska

Miesiąc temu celebrowaliśmy tutaj rewitalizację terenu przed kamienicą na Modlińskiej 42. Zieleń Warszawska ogrodziła teren płotkiem oraz zasiała rośliny. Mieszkańcy nie za długo mogli się ciszyć nowym skrawkiem zielonego poletka, gdyż właśnie ruszyły kolejne wykopy. Przez sam środek terenu zakopywany jest nowy kabel energetyczny, który będzie prowadzony następnie wzdłuż ulicy Kowalczyka. Szykuje się powtórka z września 2017, kiedy cały ciąg pieszy wzdłuż ulicy był rozryty,a  piesi musieli lawirować po ulicy między ciężarówkami.  Czy budowlańcy po zakończeniu prac ogarną teren, czy pozostanie klasyczny księżycowy krajobraz ?

Wykopy kabla energtycznego na Modlińskiej

Automat biletowy na Konwaliowej nr 292 nie działa

Na początku każdego tygodnia bilety komunikacji miejskiej schodzą jak ciepłe bułeczki. Posiadacze “miesięcznych”, którym termin ważności upływa w weekend, przeważnie czekają do poniedziałku z zakodowaniem nowego kontraktu. Dostępność biletów z jednej strony spada, ponieważ sprzedaż w kioskach jest mało opłacalna przy marżach na poziomie 3%, z drugiej zaś siatka automatów biletowych stale się rozwija. W Warszawie mamy ponad 300 stacjonarnych biletomatów, w tym jeden na Żeraniu przy przystanku Konwaliowa (na rogu Modlińskiej i Żerańskiej). Automaty biletowe dostarczają dwie firmy: Mennica Polska S.A. oraz ASEC S.A. Nasz czerwony bohater stawiający dzielnie czoła żywiołom natury zarządca mennica, a jego numer to 292.  Biada temu, kto wyjechał na miesięczny urlop i liczył, że po powrocie doładuje bilet w porannej drodze do pracy. Klienci ZTM odchodzili z przysłowiowym kwitkiem, ponieważ urządzenie nie działa, a jest to jedyny automat w promieniu dwóch kilometrów.

Ekran biletomatu ZTM doładowanie kart

Dodajemy, że nie działa … ponownie. Jeszcze do stycznia 2018 roku można było próbować w takiej sytuacji kupić bilet u kierowcy autobusu, ale to już przeszłość.  Pozostaje liczyć na mobilny automat biletowy w pojeździe. Tu kolejna niespodzianka, urządzenie wydaje tylko bilety kartonikowe bez możliwości doładowania plastiku. Tu warto przytoczyć wypowiedź rzecznika Zarządu Transportu Miejskiego:

Pasażer, wsiadając bez biletu, bierze na siebie ryzyko. Może się zdarzyć, że gdzieś nie ma biletomatu lub prowadzący pojazd nie będzie miał biletów. To jednak nie zwalnia pasażera z obowiązku jego posiadania. / Igor Krajnow dla GW w 2014

Ponad 43% sprzedaży biletów długookresowych jest realizowana w stacjonarnych automatach. Poprosiliśmy naszych czytelników o sprawdzenie stanu sprawności napotkanych urządzeń w trasie do domu. Statystycznie jedna trzecia okazała się być niesprawna. Jeszcze nie tak źle można pomyśleć, wystarczy wysiąść na następnym przystanku, doładować i zabrać się kolejnym kursem mając nadzieję, że na tak krótkim odcinku nie złapie nas kanar. Nic z tego, w mniej uczęszczanych lokalizacjach biletomaty nie działają na kilku przystankach pod rząd! Możemy tak stracić pół dnia szukając sprawnego urządzenia do doładowania naszego plastiku … albo kupić bilet kartonikowy za 4,40 zł w pojeździe i udać się do POP-u na przedłużenie kontraktu długoterminowego. Oczywiście można jechać też na gapę i liczyć na wyrozumiałość kanara… Procedura przewiduje mimo wszystko wystawienie mandatu i dopiero pasażer po złożeniu reklamacji i indywidualnym rozpatrzeniu sprawności urządzenia może liczyć na umorzenie kary. Co człowiek straci ze swojego czasu to jego. Czy to jest ten biznes plan, że mimo pozornie rozbudowanej infrastruktury dystrybucji biletów i tak trzeba fatygować się do Punktu Obsługi Pasażerów, bo biletomaty nie działają, a kioskarzom się nie opłaca ?

P.S. Mija trzeci dzień i w środę dalej nie działa. Chyba komuś już nie zależy na tym, żeby zarabiać na sprzedaży biletów.